W co ja się wpakowałam? Zadawałam sobie to pytanie za każdym razem kiedy przypominało mi się na co zezwoliłam. Po jaką cholerę zgodziłam się na imprezę pożegnalną? W dodatku zorganizowaną przez Maddy. Nie zrozumcie mnie źle, kocham tą dziewczynę, ale znając ją zaprosi prawie wszystkie osoby, które spotka po drodze. Co nie bardzo idzie mi na rękę. Im mniej osób wie, że się wyprowadzam tym lepiej. Nie chce wokół tego robić zbytniego szumu.
Bo o co?
Mama dostała lepiej płatną prace w Londynie, dlatego razem ze starszym bratem przeprowadzamy się tam. Obecnie mieszkamy w Mullingar, jest to miasteczko oddalone 9 godziny jazdy samochodem od Londynu.
Jutro o 11 mamy lot, który na szczęście trwa tylko 1,5 godziny a impreza zaplanowana jest na dziś na 19.
Właściwie to powinnam się na nią już przygotowywać, ale nie mam najmniejszej ochoty na nią iść. Jestem bardziej typem chłopczycy. Nie przepadam za sukienkami czy spódniczkami. Najbardziej lubię chodzić w czarnych przetartych rurkach i luźnych bluzkach. Od dziecka interesowałam się motorami i piłką nożną, przez co nie byłam zbytnio "popularna" w gronie pięcioletnich dziewczynek, które interesowały się lalkami. Wiele razy wolała bawić się z moim bratem i jego kolegami. Po mimo różnicy wieku świetnie się dogadywaliśmy, w sumie nadal tak jest.
Siedzę już drugą godzinę wpatrując się w moją szafę, która wydaje się niezwykle interesująca. Po pewnym czasie słyszę kroki na schodach. Chwilę później drzwi mojego pokoju otwierają się z impetem a w nich na moje nieszczęście pojawia się moja przyjaciółka.
-A ty jeszcze nie gotowa?-pyta z wyrzutem. Wiedziałam, że tak będzie.
-Wiesz przecież, że nie mam ochoty na żadną imprezę-jęczę ale po jej minie widzę, że tak łatwo mi nie odpuści.
-Dobrze wiesz, że i tak na nią pójdziesz, chodź bym miała cię tam zaciągnąć.
-Eh, niech ci będzie-mówię a następnie słyszę głośny pisk.
-Chodź, musisz się w końcu ubrać! Przecież nie pójdziesz w tych łachmanach.
Wypraszam sobie może nie wyglądam jak księżniczka ale za to jest mi bardzo wygodnie a to podstawa prawda? Zresztą nie jest to teraz istotne. Nie mam ochoty na kłótnie, dlatego grzecznie kieruje się do łazienki, zabierając wcześniej przygotowany przez Maddy komplet.
Przebieram się w czarną koronkową bieliznę po czym nakładam na to bordową zwężaną w pasie sukienkę. Na górę nakładam czarną marynarkę i tego samego koloru szpilki. Usta maluje czerwoną szminką i tuszuje rzęsy, nigdy nie lubiłam zbytnio się malować, raczej wolę naturalność. Włosy delikatnie rozczesuje i zadowolona z efektu końcowego wychodzę z pomieszczenia.
-Dłużej się już nie dało?-słyszę jęk kiedy tylko przechodzę przez próg.
Kręcę rozbawiona głową po czym chwytam ją za rękę i kieruję się w stronę wyjścia.
-Colin! Wychodzę, będę późno!-krzyczę do brata
-Tylko się nie upij! Źle to na ciebie wpływa!-odkrzykuje
Słyszę cichy chichot, który należy do Mads.
-To że raz zdarzyło mi się lekko przegiąć nie znaczy że to się powtórzy.-tłumaczę zażenowana
-Lili, tańczyłaś na stole w klubie, po czym chciałaś urządzić darmowy striptiz-Teraz już słychać jak oboje pękają ze śmiechu. Wywracam oczami i wychodzę z domu, kierując się w stronę klubu.
***
Jak na razie krótko, nawał pracy+szkoła. Zabijcie mnie.
Jeśli przeczytałeś zostaw po sobie ślad! <3